czwartek, 3 marca 2016

Jak nie mieć kompleksów?

Kompleksy.
Każdy je ma, miał, albo będzie mieć.
Na sam początek - co to są w ogóle kompleksy?
Kompleksy - zbiór myśli, słów, wyobrażeń silnie skojarzonych z pewną inną ważną i silnie zabarwioną emocjonalnie myślą, która zwykle bywa wyparta ze świadomości, stłumiona.
Wikipedia taka mądra.
Jednym słowem kompleksy to jest to co w sobie nie lubimy, albo nienawidzimy.
Niektórzy mają kompleksy, że są zbyt grubi, albo, że mają brzydkie włosy.
I takie tam inne.

Wiecie co?
Powiem wam coś.
Może i teraz zabrzmię jak pieprzona blachara z samouwielbieniem, ale muszę to napisać.
Ja nie mam żadnych kompleksów.
Zero, nic.
Dziwne, co nie?
Może powinnam je mieć, może nie.
Wali mnie to.
I wiecie co?
To sprawia, że jestem szczęśliwsza.
I to bardzo dobrze, bo przecież na tym polega życie.
By być szczęśliwym.

Wyobraźcie, ma się taki kompleks, że jest się za grubym.
Prawda?
Nazywa się siebie samym pasztetem, i takie tam.
I przez to co się robi?
Jeśli nie jest się leniwą dupą to stosuje dużo diet.
I co?
Gówno, nic się nie dzieje.
Może i się chudnie, ale i tak "Nadal jestem za gruby/a".
 Dobra, będę mieć tą anoreksję, co tam!

Już dobra, dobra, niech ludzie myślą sobie co chcą...
Ale.
Gdy mamy kompleksy nasza podświadomość się odzywa.
I wiecie co się wtedy działa?
Skoro wmawiamy sobie, ze jesteśmy grubi, to tak naprawdę, sami o tym nie wiemy, ale robimy wiele rzeczy, które sprawiają, że tyjemy.
Nie rozumiecie?
Czyli na przykład podświadomie jemy więcej, żeby pokazać innym, ze i tak czy siak mamy rację.
"Dobra, może i oszukuję Cię, że jesteś gruby/a, ale ty o tym nie wiesz! Więc zacznę więcej jeść, i jeść, i jeść, aż w końcu naprawdę staniesz się pasztetem." - To mówi nasza podświadomość, gdy mamy owy kompleks.

A tak szczerze, serio?
Serio?
Zamiast mieć w dupie cały świat, zająć się czymś porządnym lub nieporządnym to ludzie wmawiają sobie rzeczy, które nigdy nie miały miejsca.
Jezusie mój drogi.

I mam do was radę moje zakompleksione misie...
Stańcie przed lustrem, spójrzcie na siebie i zastanówcie się.
Nie szukajcie w sobie wad, dostrzegajcie zalety.
Oczywiście, to nie oznacza, że macie popaść w samouwielbienie, nie, nie.
Po prostu, spójrzcie na siebie z innej strony.
Pokochajcie samego siebie.
 Jesteście piękni.
Ty jesteś piękny.
Pewnie niektórzy teraz sobie mówią "Gówno prawda", ale uwierzcie, żeby pokochać kogoś innego trzeba najpierw pokochać samego siebie.


I jak na tym swiecie byc normalnym?

Co?
Tencza?
To ty?
Nie, to przecież niemożliwe.
Impossible.
Przecież ty pogrążasz się w szarej rzeczywistości.
Zapomniałaś o nas.
I nie kłam.
Zapomniałaś o swojej pasji.
Jak mogłaś?
Tak po prostu nas zostawiłaś.
Poszłaś sobie w cholerę z takim uśmiechem życząc dobrej drogi.
 Czy czegoś tam.
I stwierdziłaś, że "ci się nie chce".
Naprawdę?
No jak ty mogłaś?
Dlaczego zamiast zapomnieć o zasadzie "bez weny nie piszę" to zapomniałaś o pasji?
Czy ty serio nie widzisz co ty robisz?
Pogrążasz się.
Nie tłumacz się, to i tak nie ma sensu.
Po prostu zjebałaś po całości.

 Dobra, Tencza wraca.
Jak widać dzisiaj mój kochany rozum się odezwał.
I wiecie co?
Cholernie mu za to dziękuję.
Nie było mnie na blogu przez bardzo długi czas.
Jakoś tak odpuściłam.
Hah, i mam ochotę sobie przez to władować kulkę w głowę.

Przepraszam, wiem, że już was tu właściwie nie ma.
Że nie ma takiej osoby, która to czyta.
Smutne.
Ale co? Zasłużyłam sobie.
To tylko i wyłącznie moja wina.
I wiecie co, przejmuję się tym.
Bo ja przejmuję się rzeczami, na które mam wpływ, ale nic w ich kierunku nie robię.
No, ciekawe podejście.
Jakoś ostatnio się zmieniłam, dziwne, co nie?
Ostatnio stała się u mnie tragedia, ale wolę o tym nie mówić, nie miałam na to wpływu.
Rzecz biorąc, chce was poinformować, że biorę się do pracy.
Że zacznę blogować, będę coś robić.
I nie ma, ze boli.

Nie potrafię tego napisać, tyle emocji zlewa się w całość.
Nie potrafię nic wyjaśnić, to zbyt skomplikowane.
A co potrafię?
Uwierzyć w siebie.
Tenczynko, czas zacząć.